Podobno w Krakowie zagrali lepszy.
Ale i tak publika miała moc uciech. Program odbiegał nieco od materiału jaki można było usłyszeć na płycie, chociaż i tak wciąż pozostawał ten sam klimat; więcej było instrumentalnych improwizacji, mocno bujało, było mocno transowo, choć mnie chyba rytmicznie niż w Teatrze Małym. Koncert zakończyły regularne oldschoolwe hity - "Telewizja" i "Mam dość" Kryzysu. To drugie jako powolny reggae'owy jam, a pierwszy numer to regularnie nabijany punkowy rytm (tu niestety akustycy poddali tyły i z głośników popłynęło ciężko strawne rzężenie).
Najważniejsze chyba w tym zespole jest chyba potężny dystans jaki wykazują panowie pt. artyści do tego co robią. Absurdalne wręcz miejscami poczucie humoru, inteligentne operowanie cytatami i stylami, genialne wyczucie nastroju. No i niezgorsi z nich muzycy, przy okazji ;)
Publiczność szczelnie zapełniła CSW już na długo przed koncertem, Robin i Milo spóźnili się, Tymon wpuszczał publikę przez okno, bo chętnych do posłuchania było kilkakrotnie więcej niż biletów. Beatelsi wymiękają.
Głupia sprawa, ale Usersi stali się, niechcący zespołem dla snobów. Ale jak zauważył kiedyś Mikołaj Trzaska, oni właśnie grają dzięki tym snobom. Byle by grali. ;)


